MAIN/GŁÓWNA | paintings/obrazy | books/książki | movies/filmy | shows&projects/realizacje | revievs/recenzje | pdf | blog | contact/bio
2014 | 2013 | 2012 | 2011 | 2010 | 2009 | 2008 | 2007
michalchojecki.com

tel - +48 502 822 933
email - m_chojecki@o2.pl
Skype - m_chojecki

Książka “Przekleństwa i radości starych obrazów”

Michał Chojecki, “Przekleństwa i radości starych obrazów”
Warszawa 2011

Książka jest zbiorem tekstów dotyczących miejsca obrazów w “domu” w mojej bardzo konkretnej perspektywie autobiograficznej. Wydana została a okazji wystawy pod tym samym tytułem, która odbyła się w moim mieszkaniu w dniach 20-22.10.2011 oraz towarzyszyła tej wystawie przeniesionej do Galerii Podlaskiej w lutym 2012.

Książka do kupienia bezpośrednio lub w bibliotece ASP w Warszawie, cena 5zł.

Wydanie I
Nakład – 100 egzemplarzy
48 stron

Opracowanie graficzne, skład i łamanie – Kuba Maria Mazurkiewicz
Konsultacja projektowa – Łukasz Walendziuk
Konsultacja techniczna – Łukasz Izert

Wydawca:
Gablota Krytyki (www.gablotakrytyki.pl)

S P I S T R E Ś C I
7 – Przekleństwa i radości starych obrazów
11 – Z Michałem Chojeckim rozmawia Janek Nowak
33 – Pożegnanie z domem rodzinnym – fragmenty
39 – Dzienniki

Publikacja przygotowana z okazji wystawy
„Michał Chojecki – Przekleństwa i radości starych obrazów”
Pl. Konstytucji 2/18, Warszawa, 21-23.10.2011

>>> POBIERZ KSIĄŻKĘ W PDF <<<

Janek Owczarek – “Najnowsze stare obrazy Michała Chojeckiego”

Janek Owczarek – “Najnowsze stare obrazy Michała Chojeckiego”
opublikowano na blogu TrupaZupa.blogspot.com

Wystawa:
Michał Chojecki, Radości i przekleństwa starych obrazów, 21 – 23 października 2011; mieszkanie artysty, Warszawa.

Lubię, kiedy o sztuce mogę opowiadać. Nie tylko oglądać, rozważać, opisywać pojedyncze wystawy, ale wynosić ze sobą myśli również po wyjściu z galerii lub innego miejsca, w którym pokazuje się sztukę – aż do kolejnej wystawy, która staje się następnym rozdziałem jednej historii. I to nie wynika z osobistych predyspozycji czy chęci zapamiętania zjawisk odciskających w głowie jakiś ślad. Niektóra sztuka po prostu zmusza do tego, sama w swych kolejnych odsłonach jest rodzajem gęstej opowieści, utkanej często z raptownych zmian – raz stylistycznych, innym razem wynikających z przewartościowań poglądów, koncepcji artystycznych. Tak dzieje się w przypadku twórczości Michała Chojeckiego.

Pozainstytucjonalne, oddolne, wystawy Michała Chojeckiego to wydarzenia specyficzne, naturalnie różniące się od klasycznych ekspozycji. Stanowią przeciwwagę dla pokazów w galeryjnych white – cube’ach, ponieważ sztuka Michała ma niewiele wspólnego z aspektem instytucjonalnym, komercyjnym. Przechadzając się po prywatnych pokojach z rozwieszonymi obrazami nie trzeba czuć się osaczonym białą sterylnością galerii i w ogóle przeświadczeniem, że znajdujemy się w miejscu „od sztuki”, nic nie szkodzi, kiedy dotknie się pracy, nic też nie szkodzi, kiedy obrazy nie interesują w ogóle. Panuje bezpretensjonalność i możliwość szczerych zachowań. Ale nie jest też tak, że na alternatywności wystawienniczej przestrzeni się kończy. Punktem wyjścia jest w przypadku Chojeckiego zawsze sztuka, zwornikiem dla znajomych pojawiających się w mieszkaniu, spotykających się, pijących piwo jest sztuka – nigdy odwrotnie. To nie są po prostu towarzyskie spędy z malarstwem jako fajną dekoracja, na dokładkę.

Najnowsza wystawa Przekleństwa i radości starych obrazów jest rodzajem odświeżenia. W prywatnym mieszkaniu Chojeckiego obrazy sprzed kilku lat, z okresu studiów, o ściśle określonym znaczeniu związanym z konkretnymi poglądami, konkretną koncepcją malarstwa (link do tekstu), z „wiarą w obraz” zostają przywołane do życia na nowo. Pretekst, impuls do pokazania – jak często w sztuce Michała Chojeckiego – pozaartystyczny, konkretny, prozaiczny nawet. Trochę przypadkowe natknięcie się na odwrócone płótna, odłożone po kątach i zabierające przestrzeń mieszkania skupiły uwagę artysty z powrotem na sobie. Dlaczego został wykonany ruch, dlaczego ponownie zostają przywołane obrazy, których znaczenie i funkcja zostały odwrócone do ściany? Czy tylko dla czystego odświeżenia miejsca, uporządkowania przestrzeni mieszkalnej? A może minione problemy, tematy, idee związane z tymi obrazami zaprzątają głowę artysty ponownie? Michał Chojecki już kilka lat temu pisał:

Lubię wracać do starszych obrazów, bo one są nie tylko zapisem, ale przede wszystkim rozwiązaniem jakiegoś problemu.

Nie wydaje się więc, aby praktyka ponownego zetknięcia się z wcześniejszymi obrazami, wzmocniona jeszcze ekspozycyjną, społeczną ramą upowszechnienia wynikała z sytuacji, że na nowo, po raz kolejny u artysty pojawiają się odległe, przeszłe poglądy i myśli wyartykułowane starymi obrazami – co symbolicznie jest zawarte przecież w odwróceniu ich licem do ściany, upchaniu gdzieś w kąt, składowaniu i potykaniu się o nie. W zgodzie z cytatem, powieszony ponownie na ścianie obraz ma charakter już skończony, nie informuje, nie jest transparentny na to, co go w czasie malowania motywowało. Nie przypomina i nie naświetla po raz kolejny źródła swojego powstania oraz emocji, refleksji jego twórcy. Zostaje sam dla siebie, stanowi rozwiązanie jakiegoś problemu, a nie jego wyrażenie. Jego wartości zacieśniają się niebezpiecznie do wartości jedynie wizualnych. Ale czy to źle? Moje poczucie autentyczności tej sztuki, możliwości nieskrępowanych reakcji, świeżości tych obrazów pomimo ich chronologii, ich „wieku” wynika właśnie z nieobecności już znaczeń i kontekstów nadanych przez artystę. W przeciwieństwie do dominujących w świecie sztuki tendencji, które każą twórczość traktować wektorowo, gdzie starsze prace są traktowane jako schody prowadzące do prac nowszych – tych podniecających, dyskutowanych, najbardziej problematyzowanych, Chojecki niweluje chronologię wprowadzając kategorię aktualności w miejsce nowości.

Nie po raz pierwszy zresztą Chojecki aktualizuje swoje wcześniejsze działania. W roku 2009 wystawił spalone obrazy. Zwęglone krosna smętnie i żałośnie figurowały na tle białej ściany, ale stanowiły przede wszystkim dosadne przyznanie się do niepowodzenia, nieumiejętności rozwiązania postawionego problemu. Kiedy obraz nie spełnia swej podstawowej funkcji, nie rozwiązuje jakiejś sprawy, jest pudłem, pustką i nie ma racji bytu – trzeba go zniszczyć. W latach 70 – tych amerykański artysta John Baldessari spalił swoje wczesne obrazy, ale traktował to jako rodzaj nie tyle oczyszczenia lub potwierdzenia błędu, co powołania ze starego czegoś nowego – popiół ze spalonych obrazów stał się składnikiem ciastek. Feniks odrodził się ponownie, tym razem w życiu, nie sztuce. The Creamtion Project Baldessariego łączył praktykę artystyczną z tą codzienną, życiową, skoncentrowaną choćby na wypieczeniu ciastek. Czy czymś bardzo odległym jest ponowne wykorzystanie starych obrazów na nowej wystawie Michał Chojeckiego? Kiedy czyta się teoretyczną część dyplomu artysty, dotyczącą w dużej mierze malarstwa z najnowszej wystawy wcale nie wydaje się, aby te słowa zostały wypowiedziane tylko w odniesieniu do tamtych obrazów, tamtych lat, tamtej postawy artystycznej. Siłą sztuki Michała Chojeckiego jest właśnie to, że postawa nie jest wykalkulowaną, stworzoną dla doraźnych celów i czasów, postawą jedynie artystyczną. To jest przede wszystkim postawa życiowa. Stąd aktualna i wcześniejsze wystawy w prywatnych mieszkaniach, stąd wystawy o osobistych doświadczeniach z podróży po Syberii. Stąd też prywatne, intymne wyznania – jak w galerii XX1. Paradoksalnie, okazuje się, że sztuka, jej tworzenie nie jest najistotniejszą wartością w praktyce artystycznej. Jest właśnie życie, potrzeba opowiadania, potrzeba wypowiedzi – raz za pomocą zdjęć z podróży, innym razem za pomocą tekstu. Też za pomocą malarstwa. Przekleństwa i radości starych obrazów, spowodowane trzeźwym zwróceniem uwagi na to, co fizycznie przeszkadzało, nie są jakąś jednolitą erudycyjną wypowiedzią, wystawa nie komentuje niczego, nie mówi o kondycji sztuki, nie ma regulaminowej, narzuconej kuratorsko całościowej linii odbioru. Ale są obrazy. No i szczerość.

______

Wystawy “Przekleństwa i radości starych obrazów” w Warszawie i Białej Podlaskiej

W dniach 21-23.10.2011 w moim mieszkaniu w Warszawie oraz w dniach 4-29.02.2012 w Galerii Podlaskiej w Białej Podlaskiej odbyły się wystawy “Przekleństwa i radości starych obrazów”.

Wystawie towarzyszyła książka:

>>> POBIERZ KSIĄŻKĘ W PDF <<<

Polecam recenzję Janka Owczarka:
“Najnowsze stare obrazy Michała Chojeckiego”
do przeczytania również na jego blogu
trupiazupa.blogspot.com

WROTA – teksty

Na stronie GablotaKrytyki.pl znajduje się tekst z katalogu wystawy Wrota. Zapraszam do lektury:

WROTA – http://chojecki.gablotakrytyki.pl/314

Jako uzupełnienie, proponuję wywiad z Warzyńcem Skoczylasem i ze mną na temat tego projektu, który ukazał się w 67. numerze Notesu na 6 tygodni:
http://www.bec.art.pl/upload/pdf//notes67_internet.pdf

Wystawa “Miejsce Czaszki”, Galeria XX1, Warszawa, maj 2011

Michał Chojecki
tytuł: “Miejsce czaszki”
rzeźba, instalacja audio

Galeria XX1, Warszawa, Al. Jana Pawla II 36
otwarcie 14.maja 2011, godz.20

Janek Owczarek – “Naprzeciwko Wrót”

Janek Owczarek – “Naprzeciwko Wrót”

Michał Chojecki i Wawrzyniec Skoczylas, Wrota, 8 kwietnia – 10 kwietnia; Foksal 17B m.52, Warszawa.

Na zbitej ziemi ojciec oraz matka z synem i córką na rękach – normalna, młoda czteroosobowa rodzina stoi w zwartej grupce. Trochę z boku dwóch uśmiechniętych chłopaków. Od razu widać, że są obcy, znajdują się w tym miejscu tylko na jakiś krótki czas. Pomiędzy nimi a tą żółtawobrązową ziemią nie ma stałego związku. Za sfotografowanymi osobami brama. Nic specjalnego, mogłoby się wydawać, lecz to właśnie ten element stał się punktem, w którym przecięły się losy rodziny z głębokiego rosyjskiego stepu i dwójki polskich artystów przemierzających surowe tereny Syberii: Michała Chojeckiego i Wawrzyńca Skoczylasa.

Wystawa Wrota na wysokim piętrze kamienicy przy ul. Foksal to dokumentacja fragmentu podróży dwóch artystów po Syberii. Sprawa była prosta: w zamian za nocleg i opiekę wykonali dekorację wrót do gospodarstwa. Wizualność wystawy pomyślana została bardzo ładnie. W dwóch niewielkich pomieszczeniach pokazano fotografie przedstawiające proces malowania wrót, ale też to wszystko, co działo się wokół – dzieci, kozy, codzienność po prostu. Główne zdjęcie ukazujące szóstkę bohaterów stanowi swoisty wstęp, pierwsze kroki do zrozumienia, o co w całej sprawie się rozchodzi. Wprowadzenie do akcji, lecz także jej zwieńczenie – za postaciami skończony już malunek na drzwiach. Wszystkie inne zdjęcia lub obiekty balansują wokół tej największej odbitki. Czasem fotografie ściśle wiążą się z konkretnym przedmiotem, elementem będącym świadectwem bezpośrednim, nieukrytym za jedynie relacyjnością płaskiego zdjęcia. I tak od fotografii chłopca rysującego w notatniku wiedzie nas czerwona linka do konkretu – faktycznego notatnika z tym właśnie rysunkiem. Inna odbitka – rodzina przy ciastkach. Zaraz przy tym, na stoliku, leżą ciastka i słyszymy nagranie głosu dziecka, które je przelicza. Takie zagranie powoduje, że nie przechodzi się po prostu od zdjęcia do zdjęcia, wyobrażając sobie, jak fajnie, jak ciekawie tam musiało być. Zamiast beznamiętnej i suchej dokumentacji mamy zaoferowaną próbę – szczątkowej co prawda, ale jednak – namacalności. Konkretność, wzmocnienie autentyczności i chyba przede wszystkim szacunek do spotkanych ludzi. Lekkie tchnienie życia w wydrukowane, płaskie ludzkie wizerunki.

W zdjęciach i w ogóle w podejściu autorów do zastanej rzeczywistości widać specyficzne, bardzo humanistyczne zacięcie. Rodzina, która przyjęła Chojeckiego i Skoczylasa, na wystawie nie została (a przecież bardzo łatwo mogłaby być) potraktowana przedmiotowo – jedynie jako pole, na którym rozegrał się projekt artystyczny. Rysunek dziecka, miejsce postoju oznaczone na mapie, liczenie ciastek – to sprawia wrażenie, że ten mały wycinek całej wyprawy staje się nawet w oczach widza czymś konkretnym, znaczącym, z realnymi postaciami. Relacja artystów osadza się na szczerej empatii, zastany świat potraktowany jako pełny podmiot. Coś kusi, żeby wszystkiego się dowiedzieć. Dowiedzieć się o historii każdego zaklętego w fotografii zdarzenia. Obszar niewiedzy rozszerza się jeszcze mocniej, kiedy uzmysłowię sobie, jak dużo mogło się innych rzeczy przytrafić artystom w czasie ich miesięcznej podróży. Zdaję sobie sprawę, że obcuję z pewnym tylko wycinkiem. Malowanie wrót to tylko jakiś fragment całej wyprawy, ale też danej sytuacji, związanej z zakwaterowaniem w syberyjskim gospodarstwie. A przecież jako widz nie potrafię w pełni doznać nawet tej minihistorii. Każde zdjęcie to osobne wydarzenie, intymne, związane ściśle tylko z bezpośrednimi uczestnikami i ich wspomnieniami.

A co z tytułowymi wrotami? Ikonograficznie nie ma niczego wyjątkowego. Rozwiązane są ornamentyką typową raczej dla tubylców. Nawet znaczki Windowsa i Macintosha – tak dla nas jasne i w pierwszym momencie odczytywane jako ironiczne – nic, poza tym, czym są (flagą i jabłkiem), dla tamtejszych mieszkańców nie znaczą. Właśnie w tym momencie zrozumiałem znaczenie tej bramy, inne niż cyniczne puszczenie oczka. W moim odczuciu jawi się ona jako uniwersalny przykład międzyludzkiego połączenia – klarowne dla nas znaki systemów operacyjnych i równie znane dla ludzi z rosyjskich stepów wzory stapiają się w jedno dzięki najprostszemu gestowi, sytuacji, w której człowiek spotyka się z człowiekiem i coś mu oferuje. To jest ten bardzo ludzki, uniwersalny kod. Bez niego wrota nigdy nie zostałyby pomalowane, w ogóle nie oglądałbym tej wystawy.

Proszę Michała o relację bezpośrednią, jak to było. Mówi mało, jakby dawał do zrozumienia, że cała narracja, wydarzenie zawarte jest w zdjęciach, przed oczyma. Faktycznie, w warstwie samej anegdoty to wszystko, nie ma nic więcej. A emocje, znaczenie tej krótkiej opowieści? Tam już nie sięgam, wrota są zamknięte. Otworzyły się pewnego dnia na Syberii tylko dla szóstki osób.

Tekst do wystawy “Pożegnanie z domem rodzinnym”

Na stronie Gablota Krytyki opublikowałem tekst dotyczący wystawy “Pożegnanie z domem rodzinnym”

http://chojecki.gablotakrytyki.pl/300

Wystawa “Pożegnanie z domem rodzinnym”, 25-27.III.2011

Michał Chojecki
“Pożegnanie z domem rodzinnym”

wernisaż 25.III
otwarte 26, 27. III, sobota niedziela w godz. 12-20.

adres:
Mickiewicza 24, 05-075 Warszawa-Wesoła

dojazd:
autobus 514 z Centralnego, 173 z Ronda Wiatraczna, przystanek Rejtana (na żądanie),
SKM, PKP do stacji Warszawa-Wesoła,


Dom stojący pod adresem Mickiewicza 24 w Wesołej w kwietniu zostanie zburzony. Wraz z ostatnimi dniami marca 2011 roku kończy się historia tego przedwojennego, modernistycznego budynku, który złączony z losem mieszkającej w nim rodziny, przez lata stał się czymś więcej, niż tylko prostym schronieniem i dachem nad głową. Dom ten jest miejscem utożsamienia, które bez względu na chwilowe miejsce przebywania, rozumiany może być jako symbol rodzinnej tradycji i identyfikacji.

Wystawa “Pożegnanie z domem rodzinnym” jest próbą opowiedzenia o domu, w którym przez lata tętniło i rodziło się życie, ale w którym pojawiła się też śmierć. Opowieść ta posiada narrację i narratora, przedstawiana jest z perspektywy osoby, która w tym miejscu się wychowała i mieszkała przez 25 lat.

Nie jest to wystawa stricte artystyczna, jej ambicją nie jest wpisywanie się w żaden dyskurs lub program artystyczny. Jest to wypowiedź przede wszystkim bardzo intymna i osobista, próba podzielenia się trudnymi, ale jakże ważnymi emocjami, które pomagają przemyśleć i zrozumieć wiele fundamentalnych dla codziennego funkcjonowania spraw. Wystawa ta stawia pytanie o identyfikowanie się z miejscem, o przywiązanie do miejsca wobec przemijalności. Zmusza do zastanowienia się nad fundamentami naszej tożsamości: kim jesteśmy, skąd przychodzimy i dokąd idziemy.

Obiektem prezentowanym na wystawie staje się cały dom. Znajdujące się w nim obrazy, rzeźby, filmy i instalacje pełnią rolę drugoplanową – bohaterem jest miejsce jako całość. Przez dychotomiczną aranżację – z jednej strony proste interwencje, wprowadzenie do tej przestrzeni elementów zachwiania porządku, z drugiej ich brak, surowość i zachowanie naturalnego charakteru, przestrzeń ta staje się nośnikiem uniwersalnych znaczeń, wykraczając poza opowieść o prywatnym życiu.

“WROTA”, “ворота”

Wawrzyniec Skoczylas, Michał Chojecki
WROTA
wernisaż: 8.kwietnia 2011, piątek, 19.00
wystawa otwarta: 9,10 kwietnia, 12.00-20.00
Foksal 17B m.52, Warszawa
wejście przez bramę PiW na podwórze
Wystawa WROTA jest dokumentacją Spotkania, które miało miejsce w siole Haraus, w obwodzie czytyjskim w Rosji. Wawrzyniec Skoczylas i Michał Chojecki przemierzając Syberię zamieszkali u pewnej rodziny zawierając prosty układ: wymalowanie wrót za opiekę i pomoc. Lecz w tej wymianie tak naprawdę nie chodziło ani o dach nad głową, ani o zdobienie bramy. Wymiana rozegrała się na innym poziomie. Autorzy nie są ani obojętni, ani obiektywni. “Chcieliśmy podzielić się sympatią. Spotkaliśmy sympatycznych ludzi, a malowanie bramy jest sympatycznym wydarzeniem. To było dobre spotkanie. Nie można tego łatwo powiedzieć o wielu rzeczach.” Jeśli mówimy o malowaniu, to rzeczywiście wymalowana została brama wjazdowa do gospodarstwa, ale jeśli mówimy o spotkaniu, to w rzeczy samej mówimy o otwieraniu wrót między ludźmi, dla ludzi.