info obrazy filmy eventy teksty pdf odolanska10
2011 | 2010 | 2009 | 2008 | 2007
michalchojecki.com

tel - +48 502 822 933
email - m_chojecki@o2.pl
Skype - m_chojecki

Recenzja wystawy “Lisek.Najlepsze”, Kuba Mazurkiewicz, Zrazu.pl |

Puławską tramwajem, przystanek Morskie Oko. Jestem w sercu eMOKa – Mokotowa. W dzielnicy bezpretensjonalnego Hemp Gru oglądam wystawę „Lisek. Najlepsze”, prezentującą twórczość Zbigniewa „Liska” Lissowskiego – malarza z Placu Unii Lubelskiej. Równie swobodnego i naturalnego w swym działaniu, jak mokotowscy raperzy. Próbę przedstawienia nie tyle obrazów, ile określonego podejścia do malowania podejmują artyści-kuratorzy skupieni wokół pracowni na Odolańskiej 10.

Aromat kawy i stęchlizny

Pracownie to piwnica jednej z kamienic, wąski surowy korytarz z kilkoma pomieszczeniami, w których pracuje i częściowo żyje grupa młodych artystów. Po pierwszej wystawie z grudnia 2009 roku (michalchojecki.com/262) ukazującej bezpośrednio obrazy, filmy, rysunki osób skupionych wokół Odolańskiej 10, przyszedł czas na bardziej zawoalowaną deklarację stanowiska wobec sztuki. Wystawa Liska rzeczywiście jest rodzajem wizualno-teoretycznego manifestu artystów-kuratorów. W tekście do katalogu z wystawy (zrazu.pl/teoria/501) wprost pisze o tym Michał Chojecki.

Mimo zawieszonych na ścianach obrazów, filmu o Panu Lisku i długich rozmów na jego temat podczas wernisażu – niestety malarz nie mógł w nich uczestniczyć, swoją nieobecność tłumaczył w zwięzłym i enigmatycznym liściku odczytanym podczas otwarcia – nie opuszczało mnie wrażenie, że nie o obrazy Liska do końca chodzi. Na ścianach zawieszone zostały kartki zamalowane wodnymi farbami, ale ważniejsze niż owe kartki pokryte kolorami okazały się dla kuratorów swoboda i szczerość, jakie osiąga prymityw z Placu Unii Lubelskiej. Organizatorzy wystawy naświetlają i admirują stan, w którym „maluje się”, bez oblekania w płaszcze i brylanty uwznioślającego pojęcia sztuka.

Twórczość Zbigniewa „Liska” Lissowskiego jest traktowana przedmiotowo – nie podmiotowo. Staje się narzędziem. Może być stosowana wymiennie z tekstem manifestu klasycznie zapisanego słowami.

Odbiór wystawy Liska jako wystawy artystów z Odolańskiej, pogłębia solidnie przygotowana oprawa teoretyczna prezentacji. Właśnie z jej powodu zachwyt nad swobodą i szczerością malowania wydaje się jedynie tęsknym wzdychaniem za, pogrzebaną w stosach albumów i zimnego teoretyzowania, wolnością.

Mimo alternatywnej przestrzeni wystawienniczej ekspozycję skonstruowano modnie – polega na zestawieniu. Kolorowe akwarele pokazano wobec spiżowych pomników – Baselitza, Dominika, Fangora, Richtera, Tarasewicza, czy Twomblyego. Zawieszone po prostu w drewnianych krosnach, rzeczywiście małe – formaty A4 i A3, obrazki Liska zmonumentalizowano, wieszając obok malutkich prostokątnych wydruków zdjęć z wystaw, bądź reprodukcji obrazów słynnych i uznanych malarzy. Gest tym samym dewaluujący ich znaczenie wobec siły i bezpretensjonalności malunków Liska.

 

Uciekająca czerwona kurtka

Wystawie towarzyszy film dokumentalny o Zbigniewie Lissowskim, nakręcony przez jednego z kuratorów – Wawrzyńca Skoczylasa. Nieśmiałość głównego bohatera spowodowała, że nie wypowiada się on sam tylko opowiadają o nim sąsiedzi. Przedstawiony jest jako człowiek z krwi i kości, pewnego rodzaju postać charakterystyczna w miejscu zamieszkania. Pan Lisek przemyka w kolejnych kadrach prowadząc na smyczy swojego psa, karmi ptaki, ucieka – widać, że te krótkie sceny zostały wymuszone i zarejestrowane w pośpiechu. Nie tylko obrazy Liska są szczere i bezpretensjonalne, z filmu dowiadujemy się, że jest sobą w każdym momencie. Daleko mu do udawania i pozy.

Dokumentalna opowieść przybliża człowieka i kontrastuje z opisaną wcześniej chłodną analizą, uprzedmiotowieniem i opracowaniem jego twórczości wobec najnowszej historii sztuki.

Bunt wobec white cube’a

Dużym plusem wystawy jest wspomniana alternatywna przestrzeń ekspozycyjna. Wspaniały przykład znalezienia innego miejsca do prezentacji obrazów niż typowe i nudne pomieszczenie ze ścianami pomalowanymi na biało, białymi kontaktami, białymi gniazdkami elektrycznymi, białymi kaloryferami i białym światłem (primabalerina.net/slownik/whitecube).

Akwarele Liska, zdjęcia i teksty towarzyszące wystawie porozmieszczano w ciasnych, ciemnych korytarzykach, pokojach gdzie jeszcze niedawno jedzono kanapkę, porozrzucane były pędzle, rozwalona pościel. Interaktywne lampki oświetlające prace sklecono na poczekaniu sklejając kable taśmą izolacyjną, widz sam może poświecić na co ma ochotę w danym momencie.

Dobre wrażenie i samopoczucie w czasie oglądania wystawy wzmacnia uczucie nieskrępowania i możliwość dotknięcia dzieł, samotnego przyjrzenia się pracom. Tak bardzo brakuje tego w sztucznych klatkach galerii. Zarazem opisany rodzaj eksponowania bardzo pasuje do charakteru twórczości Pana Liska.

 

Ślepa uliczka

Artyści-kuratorzy z Odolańskiej 10 – Wojciech Chełchowski, Michał Chojecki i Wawrzyniec Skoczylas, zdają sobie sprawę, że nie są wielkimi odkrywcami nowej jakości. Wykorzystują podejście do malarstwa, a wręcz filozofię życia Pana Liska do pokazania tego, co im osobiście wydaje się fundamentalne w malowaniu. Jednak Lisek nie zwraca uwagi, czy to filozofia, podejście, stosunek, kontekst, proces – on to robi. Maluje spiralę, dom, horyzont, wyprowadza psa, karmi ptaki itd.

Szczerość spowodowana jest po części potrzebą działania, ale też nieświadomością, której nie mają między innymi z powodu odmiennej drogi do malowania, poprzez „edukację artystyczną”, młodzi artyści-kuratorzy. Zestawiając Pana Liska z Tarasewiczem i Baselitzem, muszą zdawać sobie sprawę, że sami stoją po innej niż Lisek stronie. Ich własne prace należałoby zreprodukować na małych plakietkach i powiesić w rządku obok Tarasewicza i Baselitza właśnie.

Strona internetowa pracowni na Odolańskiej 10 – odolanska10.pl