tel - +48 502 822 933
email - m_chojecki@o2.pl
Skype - m_chojecki
Tekst ten jest fragmentem mojej pracy magisterskiej, przygotowanej pod opieką prof. Wojciecha Włodarczyka. Składają się na niego notatki, z których część została wykorzystana również w filmie dyplomowym.
1.
Opieram się na reakcjach chemicznych. Na tym, co dzieje się z farbą. Walka z obrazem jest próbą opanowania jego biologiczności. To jest organizm, który żyje, rozwija się, który doprowadzam do określonej formy i pozwalam mu zastygnąć.
2.
Chodzi o to, aby zgrać dwa momenty. Pierwszy, w którym rozwijający się biologiczno chemiczny organizm farby zastyga. Drugi, gdy obraz uzyskuje ikonograficzną pełnię, gdy farba jest tak uporządkowana, że jej formy mogą przybierać satysfakcjonujące mnie znaczenia.
3.
Nie zawsze się to udaje. Ale to nie kwestia przypadku. To jest ciąg bardzo konkretnych reakcji chemicznych, możliwych do przewidzenia i wyuczenia. Jeśli obraz zastygnie, zanim ukształtuję formy, to jest mój błąd warsztatowy. Jeśli obraz jeszcze się rozwija, nie okrzepł, a ukształtowałem już końcowe formy, one się zmienią niezależnie od moich intencji, organizm obrazu je zmieni.
4.
Moja rola, jako malarza to nie tylko nakładanie farby. To także czuwanie, obecność przy obrazie. Ja się nim opiekuję, prowadzę go, pokazuję mu ścieżki, którymi ma się poruszać, jak ma rosnąć i się rozwijać. Do momentu, w którym będzie samodzielny.
5.
Przygotowywanie farb na własną rękę to jest zbieg okoliczności. Zacząłem to robić, bo po prostu to o wiele tańsze, niż dobre farby w tubie, a jakość nieporównywalnie lepsza. Poza tym przygotowuję farby ze specjalnym nastawieniem, pod konkretny obraz. Kompozycja obrazu zaczyna się już w momencie doboru materiałów do przyrządzenia farb. Każda substancja ma inne właściwości, inaczej się zachowuje, inne efekty można uzyskać. Wykorzystuję właściwości farby, aby zbudować obiekt, który będzie unikatowy, niemożliwy do wykonania w inny sposób. Samo przedstawienie, wizerunek czy reprodukcja nie wystarczą. Liczy się oryginał i kontakt z oryginałem.
6.
Płótna zbijam samemu, mimo iż robię to fatalnie. Źle kleję, czasem krzywo naciągam, nierówno gruntuję. Ale gdybym miał to zrobić perfekcyjnie, to pewnie skończyłoby się to tak, że nic bym nie namalował. Dla mnie teraz najważniejsze jest, aby namalować mimo wszystko, za wszelką cenę.
7.
Ja mam bardzo użytkowe podejście do obrazu. Maluje go, bo do czegoś go potrzebuje, on mi czemuś służy. Jest mi potrzebny do sformułowania jakiejś wypowiedzi, do zapisania myśli, do zastanowienia się nad czymś. Obraz służy temu, abym malując go mógł uporządkować chaos myśli, poglądów, wyobrażeń, przeczuć. Jako twórca, maluję go dla siebie, czyniąc z siebie pierwszego odbiorcę. Obraz służy temu, abym przed nim stojąc i widząc go, mógł coś sobie pomyśleć i coś poczuć.
8.
Chcę, aby ludzie widzieli obraz jako obraz. Chcę, aby odnosili go do siebie, do swojego życia, nadawali mu swoje znaczenia. Moja osoba jest tutaj nie istotna. Ja nie wystawiam siebie, ja wystawiam obrazy. Jednak, gdy się pojawiam w kontekście obrazów, tak jak w dyplomie, mogę służyć tylko przykładem, jak korzystać z tych obrazów, jakie znaczenia i jaki sens można im nadać. Ale ja to robię na własny użytek, a takie znaczenia, jakie nadaję i konteksty, jakie wskazuję, mogą się okazać istotne tylko z mojego punktu widzenia. I nie powinno to nic zmieniać w kontakcie innych ludzi z tymi obrazami.
9.
Uważam, że nie to nie jest istotne, czyja rÄ™ka maluje obraz. Ważne jest, czyja gÅ‚owa prowadzi tÄ™ rÄ™kÄ™. Załóżmy, że jestem w stanie opisać proces powstawania obrazu tak, że ktoÅ› inny maluje za mnie. JeÅ›li używam różnych materiałów do uzyskania rożnych efektów, jeÅ›li wykorzystujÄ™ charakterystyczny Å›lad szpachli czy różnych rodzajów pÄ™dzli – tak samo wykorzystujÄ™ innego czÅ‚owieka, z jego kompletnie innym wyczuciem materii malarskiej, kompletnie innym gestem i tÄ… fizycznÄ…, bardzo fizycznÄ… stronÄ… malowania obrazu.
10.
W malowaniu nie ma niczego nadzwyczajnego, żadnej magii, żadnej niesamowitej aury, żadnego natchnienia. Za to jest brud i taplanie się w farbie. Są receptury, precyzyjnie opisana technologia, proste sztuczki techniczne, które jakoś trzeba wykorzystać.
11.
Obraz, to jest zwykłe płótno pokryte farbą i tylko to, w jaki sposób one jest nią pokryte decyduje o tym, czy to jest dobry, czy zły obraz.
12.
Każdy proces twórczy zawiera możliwość błędu. Gdy ten błąd powstanie, trzeba go skorygować. Malowanie obrazu polega na działaniu i korekcie, kolejnym działaniu i kolejnej korekcie. Najważniejsze nie jest samo działanie, ale to, w jaki sposób się do niego ustosunkuję.
13.
Obraz nie jest niczym szczególnie lepszym niż jakikolwiek inny przedmiot, tylko kwestia jest taka – czy jestem w stanie to jakoÅ› odnieść do swojego wÅ‚asnego życia, do swojej kondycji, do kondycji ludzi w ogóle. Czy jestem w stanie odnieść to do tradycji, kultury, cywilizacji. Czy jestem w stanie uwiarygodnić sens, pÅ‚ynÄ…cy z interpretacji tego przedmiotu.
14.
Malowanie jest językiem, który ma swoje ścieżki i struktury. Jest modelem myślenia. Modelem, który nie mówi o niczym więcej niż o samym sobie. Ale jest tylko jednym z wielu istniejących modeli. Pewne struktury tego modelu mogą się przeplątać ze struktura życia codziennego, z życiem codziennym, dlatego te obrazy mają czasem wymiar ogólnoludzki, humanistyczny. Ale przede wszystkim pozostają obiektem estetycznym.
15.
Podstawowy jest zupełnie prywatny kontakt z tym obrazem. Czyli prosta rzecz: czy on w ogóle podoba się wizualnie. Chciałbym, aby odbiorca nawet bez żadnej wiedzy, choćby z zakresu historii sztuki czy znajomości osoby twórcy, mógł ubogacać siebie, przeżywać coś wartościowego i zdobywać nową wiedzę. Taka sytuacja, w której jestem znowu głupi i stoję przed obrazem, ale czuję, ze jest on dla mnie ważny, jest minimum, bez którego nie ma sensu oglądanie obrazu. Obraz ma spowodować, że gdy z nim obcuję, w głowie kompletnie pozbawionej myśli, pojawia się ruch. Obraz ma pobudzać myślenie. Szersza wiedza i konteksty są tylko luksusem, ubogaceniem. Pozwalają coraz więcej z tego obrazu odczytywać i czerpać.
16.
StajÄ™ przed płótnem, widzÄ™ je i oglÄ…dam, rozpoznajÄ™ ksztaÅ‚ty, czytam je, odczuwam je fizycznie w sensie promieniowania jakiÅ› fal, które siÄ™ skÅ‚adajÄ… na Å›wiatÅ‚o, czujÄ™ zapach tego płótna… To wszystko wpÅ‚ywa na to, że myÅ›lÄ™, jest bodźcem do myÅ›lenia. I po to wÅ‚aÅ›nie sÄ… te obrazy.
17.
Ja bardzo dużo przebywam z obrazami, mieszkam z nimi, pracuje wśród nich. One są elementem mojego życia nie tylko, jako konkretyzacja moich myśli, ale także w sensie fizycznym, jako przedmioty codziennego użytku. Byłoby koszmarnym błędem, gdybym nie zadawał sobie pytania, po co? Dlatego tak głośno się zastanawiam nad obrazem, jako fizycznym obiektem. Dlatego tyle mówię o samym medium malarskim. Dla mnie to bardzo istotne, że buduję go od najdrobniejszych elementów, od bycia od początku, przy tkaniu płótna i uzyskiwaniu pigmentu.
19.
Mam bardzo emocjonalny stosunek do obrazów, do tego, co maluję. A to nie są często rzeczy przyjemne, to często są traumy wyrzucane, wydalane poza mnie. Jakieś podświadome, atawistyczne brudy, którym trzeba nadać formę i ująć je jakoś, aby się ich pozbyć. Lubię wracać do starszych obrazów, bo one są nie tylko zapisem, ale przede wszystkim rozwiązaniem jakiegoś problemu.
20.
A czym jest spalenie obrazu? Jest aktem bezsilności, moim przyznaniem się do porażki. Nie wszystko da się rozwiązać obrazem. Raczej da się bardzo niewiele.
21.
Malarstwo nie ma wielkiej mocy sprawczej. Może zmieniać jedynie coś małego, coś we mnie. To malowanie to jest krążeniem wokół. Jest medytowaniem okruchów, drobinek.
22.
Wolałbym unikać całościowego ujęcia. To byłaby już deklaracja, która pociąga za sobą określone konsekwencje. Chciałbym pozostać na poziomie detalu, gdy każdy obraz jest początkiem i końcem, gdy nie ma nic więcej, niż to, co jest namalowane.
23.
To wszystko, co mówię i piszę, opiera się na takim idealistycznym podejściu, na wierze, że obraz może być choćby przez małą chwile naprawdę ważny dla kogoś. Dla pojedynczego człowieka. Może pobudzać do generowania czegoś nowego w mózgu, nowej myśli. Obrazy mogą być ważne w ten sposób, w jaki nie może być ważnym nic innego. Mogą, ale nie muszą. Dla mnie istnieją ważne obrazy. Nie potrafię wytłumaczyć, dlaczego. Po prostu potrafię w to wierzyć.